niedziela, 10 marca 2013

Autor: Kraina Czytania


Philippa Gregory

Biała królowa

Wydawnictwo: KSIĄŻNICA

Katowice 2009

Tytuł oryginału: The White Queen
Przekład: Urszula Gardner

W lutym tego roku świat obiegła informacja, że grupa brytyjskich ekspertów potwierdziła, iż zidentyfikowano doczesne szczątki króla Ryszarda III, który poległ w bitwie pod Bosworth w roku 1485. Bitwa ta zakończyła historię średniowiecznej Anglii. Archeolodzy z uniwersytetu w Leicester przypuszczali, iż natrafili na mogiłę monarchy w trakcie prowadzonych przez nich wykopalisk na terenie dawnego opactwa franciszkanów, gdzie dzisiaj znajduje się miejski parking. Po pobraniu próbek DNA ze szkieletu króla oraz odszukaniu jego potomków, ostatecznie potwierdzono autentyczność szczątków. I pomyśleć, że przez tyle lat na królu Ryszardzie III, ostatnim monarsze z dynastii Plantagenetów parkowano samochody!

Dlaczego wspomniałam właśnie o tym wydarzeniu? Ponieważ fabuła książki, o której zamierzam Wam dziś opowiedzieć dotyczy dynastii Plantagenetów oraz tak zwanej „Wojny Dwóch Róż” (1455-1485), czyli zbrojnego konfliktu pomiędzy Yorkami a Lancasterami. Ci pierwsi mieli w swoim herbie białą różę, a Lancasterowie czerwoną, stąd takie określenie konfliktu. Ze swej strony dodałabym jeszcze trzecią różę – różę Tudorów, która stała się połączeniem białej róży Yorków i czerwonej Lancasterów. Moim zdaniem ród ten w XV-wiecznej Anglii również odegrał istotną rolę w wojnie o władzę. Jak pokazuje historia wpływ Tudorów był tutaj chyba najbardziej decydujący. W tym kontekście mówi się również o „Wojnie Kuzynów”, jako że te trzy rody były ze sobą spowinowacone.

A teraz opowiem Wam pewną historię. Ile w niej jest prawdy, a ile fikcji literackiej? Nie wiadomo. Lecz jedno wiemy na pewno. Postacie, które w niej występują są w pełni autentyczne.

Pewnej wiosny 1464 roku pod rozłożystym dębem w wiosce Grafton Regis w Northamptonshire dochodzi do spotkania pięknej młodej niewiasty z ówczesnym królem Anglii, Edwardem IV z Yorków. Tą urodziwą kobietą jest niejaka Elżbieta Woodville, choć należałoby powiedzieć, że Elżbieta Grey. Jej mąż właśnie poległ w bitwie, osierocając dwóch synów, a ona najprawdopodobniej pozostanie bez środków do życia, ponieważ wszystko wskazuje na to, że straci majątek po mężu. Jedyną szansę na uratowanie mienia Elżbieta widzi w rozmowie z królem. Oczywiście król nie spodziewa się zobaczyć pod dębem pięknej Elżbiety. Spotkanie zaplanowane jest tylko z jej strony. Aczkolwiek uroda wdowy jest tak olśniewająca, że Edward IV zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia i składa wszelkie obietnice, byle tylko posiąść Elżbietę. Jednak ona ma głowę na karku i wie, że król znany jest ze swoich licznych romansów i tabunu nałożnic. Elżbieta nie chce do nich dołączyć jako zwykła ladacznica. Ona pragnie czegoś więcej. Tak więc z jednej strony kusi króla, który nie potrafi się jej oprzeć, a z drugiej opiera mu się jak najdłużej. Ostatecznie monarcha proponuje jej małżeństwo i tak w tajemnicy dochodzi do ich ślubu.

Edward IV York             Elżbieta Woodville

Wydawać by się mogło, że fakt zawarcia małżeństwa przez Elżbietę i Edwarda IV akceptuje jedynie matka kobiety, Jakobina Luksemburska. Zarówno jej ojciec, jak i bracia są temu przeciwni, znając zapędy króla. Najukochańszy brat Elżbiety swoje niezadowolenie wyraża dość dosadnie. Ale pojawia się jeszcze jeden problem. Przecież mężczyźni noszący nazwisko „Woodville” popierają Lancasterów, czyli śmiertelnych wrogów Yorków! Co z tego wyniknie? Jaki finał znajdzie ta historia? A jak na wieść o ślubie monarchy zareaguje jego dwór i doradcy, szczególnie Ryszard Neville 16. hrabia Warwick, który już planuje intratne małżeństwo swojego podopiecznego? Co się stanie, gdy jego plany legną w gruzach?

Tak wygląda w przybliżeniu sprawa ze strony dynastii Yorków. A jak rzecz przedstawia się po stronie Lancasterów? Otóż, tutaj mamy Henryka VI, który został zrzucony z tronu przez Edwarda IV, lecz w dalszym ciągu usilnie pragnie na ten tron powrócić, a raczej pragnie tego jego żona, Katarzyna Andegaweńska, która za wszelką cenę chce mu to umożliwić, gromadząc armię przeciwko Yorkom. Samu Henrykowi VI fakt czy znów będzie władał Anglią, czy uczyni to przeciwnik, jest chyba obojętny. Ludzie mawiają się, że po swoim dziadku odziedziczył chorobę umysłową, więc praktycznie nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje, żyjąc we własnym świecie.

Jest jeszcze trzecia strona konfliktu, którą reprezentuje Małgorzata Beauford oraz jej syn Henryk Tudor, zwany później Henrykiem VII. Matka marzy o tym, aby nieco nieudolny potomek zasiadł na tronie Anglii. Dlatego też z jej strony nie brak cichych działań zmierzających do obranego celu. Philippa Gregory akurat tej kwestii poświęca niewiele miejsca w Białej królowej, zostawiając sobie Małgorzatę Beaufort i jej syna na drugą część trylogii pod tytułem Czerwona królowa.

Wróćmy jednak do Yorków i małżeństwa Elżbiety i Edwarda IV. Nie bez problemów udaje się królowi doprowadzić do koronacji swojej pięknej żony. Lecz Elżbieta chyba nie tego się spodziewała. Najprawdopodobniej sądziła, że będzie szczęśliwie panować u boku swego przystojnego męża aż po kres swoich dni. W rzeczywistości stało się inaczej. Jej życie to pasmo udręki i ciągłego wyczekiwania powrotów męża z coraz to nowej bitwy. W międzyczasie na świat przychodzą dzieci, w tym następca tronu, Edward V. Bezustannie też toczy się wewnętrzna braterska walka o tron pomiędzy samymi Yorkami. Jerzy (książę Clarence) i Ryszard (książę Gloucester) są niczym chorągiewki na wietrze. Raz sprzyjają królowi, aby za jakiś czas wystąpić przeciwko niemu. Jerzy ma rękach krew ojca i brata królowej, czego ona nigdy mu nie zapomni. W takiej sytuacji Elżbiecie nie pozostaje nic innego, jak tylko wspierać męża i być dla niego dobrą i oddaną żoną, a gdzieś na dnie serca usilnie pielęgnować chęć zemsty.

Róża Yorków       Róża Lancasterów        Róża Tudorów

Philippa Gregory przedstawiła okres panowania Edwarda IV Yorka według własnego uznania, mieszając prawdę z fikcją. Tak naprawdę nie wiemy, czego jest tutaj więcej. Postać Elżbiety Woodville otoczyła legendą o Meluzynie, patronce wód, która ostrzega przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, głównie przed śmiercią. Ta legenda przeplata losy bohaterów niczym warkocz, a Elżbieta i jej matka przez złośliwych nazywane są czarownicami, co w Średniowieczu jest niezwykle niebezpieczne. Jeśli wierzyć przekazom Philippy Gregory, to Biała królowa wyjaśnia dlaczego dynastia Tudorów miała tak ogromne problemy z poczęciem męskiego potomka, który byłby w stanie przedłużyć ród.

Z dynastią Yorków wiąże się szereg tajemnic, które do tej pory nie są do końca odkryte. Historycy bazują na przypuszczeniach, a pisarze dopowiadają własne rozwiązania zagadek, jak dzieje się to w przypadku Białej królowej. Chociaż ta powieść nie jest oparta w całości na faktach, to jednak warto po nią sięgnąć, tak jak warto przeczytać każdą inną powieść autorstwa Philippy Gregory.

Kiedy podejmuję się recenzowania jakiejkolwiek książki Philippy Gregory wiem, że moja opinia będzie tylko i wyłącznie pozytywna. Książek tej autorki nie można zaopiniować negatywnie, ponieważ pisze ona doskonale. Narracja w jej powieściach zawsze prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej, co dodatkowo stwarza wrażenie podglądania umysłu głównego bohatera i towarzyszących mu emocji.

Moja ocena: 6/6

00:02, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 marca 2013

Autor: Krasnoludek


Czarownica, opęta każdego, nie przepuści nikomu, postraszy brodawką, stworzy eliksir, poleci na miotle… albo uleczy chorego wywarem z tymianku.

Obraz nowoczesnej czarownicy (1)
Na dźwięk słowa czarownica, czy to wymówionego na głos czy rozbrzmiewającego w myślach czytającego, pojawia się nowoczesny obraz seksi laski z kijkiem w dłoni, która rzuca zaklęciami na prawo i lewo. Taka czarodziejka mami nas swoim wdziękiem z telewizyjnego ekranu bądź książek dla młodzieży. Najczęściej jest nieszczęśliwa, walczy ze złem i nie ma bladego pojęcia o ziołach. Nie zapominajmy, że czasem ma jakąś fajną księgę ze starymi zaklęciami i super ciacho w postaci pseudo faceta, żeby jej w życiu trochę romantycznie było. Prawdziwe czarownice razem z Nosferatu płaczą nad taką profanacją – nie zapominajmy, że wampirom też się oberwało podczas bolesnej ewolucji ludzkich wyobrażeń, w końcu nawet błyszczeć teraz potrafią.
       
         Gdzie szukać pierwszych czarownic? Gdzie odnajdziemy materiały mówiące o ich osadach, praktykach, diabelskich sidłach i sposobie zgładzenia?
  
    Udajmy się w przeszłość, do czasów Średniowiecza, uznawanych za okres zacofania. Przyklęknijmy przed świętym obrazem, ucałujmy dłoń księdza i módlmy się na chwałę groźnego Pana, który przydzielił nam takie, a nie inne miejsce na Ziemi, którego zmienić nam nie można. Bądźmy anonimowi i bardzo Bogobojni, nośmy talizman od wszystkiego i uważajmy co robimy – jeśli sąsiad się na nas zdenerwuje i powie kapłanowi na ucho przy spowiedzi, że coś tu niewyraźnie za płotem, że chyba umowa z diabłem była i ziół dużo w izbie, że sądzi iż z Czarownicą sąsiaduje, wtedy los nasz jest przesądzony. Mamy do wyboru stos, rzekę oraz inne wymyślne sposoby na zabicie osoby robiącej interesy z szatanem.
Niby epoka Średniowiecza jest pozbawiona wyobraźni, ale ludzie żyjący w ramach jej trwania, jak nigdy wcześniej i później (pewnie do Drugiej Wojny Światowej) potrafili torturować i wymuszać zeznania pogan, przeklętych i czarownic.
       Jednak kim jest ta straszna kobieta, zaopatrzona we wszelkie atrybuty mające na celu sprowadzenie nas do chatki na kurzej stopce i ugotowanie w kotle?
      Słowa czarownica, zielarka, wiedźma określają nikogo innego, jak osobę, wiedzącą, taką, która zna się na rzeczy: ma pojęcie o  ziołach oraz potrafi z nich przygotować lecznicze (bądź trujące) eliksiry. Tfu – chodziło mi o wywary oczywiście! Wywróży przyszłość, uzdrowi, gdy człowiek chory, pomoże przyszłej matce w porodzie. Dziś rolę tej jednej osoby pełni pielęgniarka, położna, lekarz, aptekarz i wróżbita z telewizji.
      Początkowo kobiety pełniące rolę czarownicy (bądź też mężczyźni zwani czarownikami) były otaczane szacunkiem połączonym ze strachem wynikającym z zabobonnych lęków. Przed możliwością rzucenia złego uroku przez wiedźmę, paradoksalnie wykorzystywano magiczne amulety bądź wieszano na drzwiach domostwa głowę wilka.
Innocenty VIII
       Choć wydawać by się mogło, że przez całe Średniowiecze czarownice były palone na stosie, jest to nie prawdą. Praktycznie przez cały ten okres zielarki miały spokój  żyjąc sobie spokojnie na uboczu. Sytuacja zmieniła się diametralnie, w roku 1484 wraz z wydaniem bulli "Summis desiderantes" przez papieża Innocentego VIII, nakazującej pomoc Inkwizycji w łapaniu i zabijaniu osób podejrzanych o rzucanie uroków i klątw. Dwa lata później ukazał się"Młot na czarownice" - swoisty poradnik dla poszukujących magii.
      Wiedźmy zaczęto oskarżać o wszelkie plagi i niepowodzenia : powódź, susza, huragan, burza, śmierć, choroba... wystarczyło krzywe spojrzenie podejrzanej, a już ktoś zaczynał się dusić.
     Jednakże kto pierwszy zaczął rzucać klątwy i siać zamęt?
    
    Odpowiedź może być zadziwiająca, ale o tym za tydzień.

Materiały:
(1) - http://beta.photobucket.com/images/sexy%20witch/
(2) - http://genealogia.grocholski.pl/gd/osoba.php?id=057734

Informacje zaczerpnięte ze strony: http://lysagora.republika.pl/historia.htm

07:20, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2013

Autor: Książki Zbójeckie


W literaturze średniowiecznej można odnaleźć… "hollywoodzkie" historie. Taka prawda, bo przecież w życiorysie Aleksego jest trudna podróż, trudne małżeństwo (no właśnie: czy jest?), tragiczny koniec, a wcześniej morze cierpienia w imię wyższych celów. Być może dlatego ta legenda się nie starzeje i zapada w pamięć także współczesnym czytelnikom. Czego możemy nauczyć się od świętego? Czy będziemy potrafili zrozumieć jego tok myślenia i motywację? Przekonajmy się.

Św. Aleksy. Źródło: siomi1.w.interia.pl

Aleksy to bohater, który może budzić sympatię (!). Wydaje się to groteskowe, bo przecież jest ascetą.  Z własnej woli wybiera tułaczkę i życie pełne bólu (również fizycznego), okraszone także niemałą dozą upokorzenia. Zanim jednak do tego dochodzi, poznajemy młodzieńca, który żyje w dostatku, pod pieczą kochających rodziców (Aleksy był bardzo wyczekiwanym dzieckiem). Chłopak jest dosłownie wzorem cnót. Chociaż w jego sercu są już dawno podjęte pewne decyzje, okazuje ojcu szacunek, kiedy ten postanawia go ożenić:

"Miły synu, każę tobie,
Pojim zajegoć żonę sobie;
Ktorej jedno będziesz chcieć,
Ślubię tobie, tę masz mieć".
Syn odpowie oćcu swemu,
Wszeko słusza starszemu:
"Oćcze, wszekom ja twoje dziecię,
Wiernie dałbych swoj żywot prze cię.
Cokole mi chcesz kazać,
Po twej woli ma się to zstać"[1].

I chociaż dzień ślubu nadchodzi, Aleksy wie dobrze, że małżeństwa nie skonsumuje, ale wyruszy w tułaczkę, jako żebrak, który wszelką otrzymaną jałmużnę odda biednym. W noc poślubną rozmawia ze swoją młodziutką żoną i wyjawia jej swe zamiary. Patrząc na to okiem współczesnego czytelnika, który ma za sobą wiele epok, kipiących od żarliwej, przedziwnej miłości, scena ta nabiera nieco odmiennego charakteru niż w zamyśle autora. Jest w tym bowiem doza romantyzmu, że ci małżonkowie, choć nigdy się nawet nie dotknęli, przez całe życie pozostali związani ze sobą niewidzialną nicią. Ona pozostaje mu wierna i żyje w celibacie, a kiedy Aleksy umiera, jest jedyną osobą, która mogła wyjąć z jego ręki list. Święty czekał na nią, pozostawił jej ten przywilej, podkreślając, że miała znaczenie:

Ani wsztko kapłaństwo takież,
I wsztek lud k temu,
Nie mogł rozdrzeć nikt ręki jemu.
Więc wsztcy prosili Boga za to,
Aby jim Bog pomogł na to,
By mu mogli list otjąć,
(…) Jedno przyszła żona jego,
A wściągła rękę do niego,
Eż jej w rękę upadł list (…)

Trudno zrozumieć ascetę. Kto przy zdrowych zmysłach zatraca swoje życie? Kto poświęca je dla Boga, osłabiając swe ciało i zadając sobie cierpienie? To czyste szaleństwo, które jednak… przynosi skutek. Aleksy daje innym lekcję pokory. Jest przerysowanym wzorcem, który każe skłonić głowę i zastanowić się nad własnym życiem. Jego postawa, tak szokująca, wzbudza szacunek, bo Aleksy zostawia za sobą bogactwo i wyjątkową kobietę, całkowicie zawierzając się swej misji. Ta filozofia może się wydać mroczna, ale bohater legendy nie czuje się nieszczęśliwy. Spełnia się w tym, co było zamiarem bożym.

Święty Aleksy pod progiem rodzinnego domu. Drzeworyt z 1. poł. XVI w. Źródło: staropolska.pl

Legenda o św. Aleksym nie zawsze była doceniania. Jak podaje profesor Roman Mazurkiewicz:

Tak np. Julian Krzyżanowski uważał ją za "ponury produkt klasztornej kultury syryjskiej", zaś Stefan Wierczyński zarzucał polskiej przeróbce "brak oryginalności i natchnienia, wzniosłości i uczuciowości, niski poziom poetycki, chropowatość stylu i języka" itp. Dyskredytacja wartości ideowej i literackiej utworu szła często w parze z instrumentalnym jego traktowaniem w szkole; np. podręczniki licealne z lat 50-tych zalecały nauczycielowi takie poprowadzenie analizy legendy, by "uczniowie mogli dojść do wniosku, że ascetyczne życie Aleksego na nic się nie przydało, było raczej źródłem nieszczęść, troski jego bliźnich - żony, rodziców"[2].

Ciekawe wnioski, a raczej: brak pełnego zrozumienia. Wbrew wszystkiemu, legenda o ascecie nie jest ponura. To historia o wielkiej miłości do Boga, silne woli i pasji. Zapewne to pozwoliło Aleksemu wytrwać. Społeczeństwu potrzebne są silne, kontrowersyjne wzorce, które zwracają uwagę i niosą ze sobą refleksję. Skoro tak było w średniowieczu, obecnie jest podobnie.

Zarzut braku oryginalności również zdumiewa. Cała ta opowieść jest wprost niesłychana, właśnie dzięki postaci niezwykłej żony, choroby, a także dzwonów bijących nad ciałem świętego, które uzdrawiało chorych… Oczywiście, ascetów w literaturze nie brakuje. Ale przecież nie o wszystkich zachowała się pamięć. Skoro Aleksy na nią zasłużył, to znaczy, że jest wyjątkowy.



[1] Cytaty z legendy za: Polska poezja świecka XV wieku, oprac. M. Włodarski, Wrocław-Warszawa-Kraków 1997.

[2] Roman Mazurkiewicz, Legenda o św. Aleksym, [w:] Szkolny słownik literatury staropolskiej, red. Janusz Goliński, Roman Mazurkiewicz, Piotr Wilczek, Katowice 1999, s. 50.

07:36, avo_lusion
Link Komentarze (2) »
sobota, 16 lutego 2013

Autor: Kraina Czytania


Iny Lorentz, Nierządnica

Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2008
Tytuł oryginału: Die Wanderhure
Przekład: Marta Archman

Powszechnie panuje przekonanie, że moralność należy do tych kwestii, które powinny być dla każdego człowieka ważne oraz wciąż aktualne. Człowiek stale zadaje sobie pytania o sens działań, jakie podejmuje, a także o ich znaczenie i konsekwencje, zastanawiając się czy są one dobre, czy złe. Ludzie od zamierzchłych czasów tworzą zasady, których starają się przestrzegać oraz które świadomie bądź nie, łamią. Pomimo że dzisiejszy świat znacznie różni się od tego, jaki znamy z książek historycznych, to jednak problematyka moralności i poznania mechanizmów jej funkcjonowania nadal jest taka sama. Czy, w związku z tym, istnieje jakaś konkretna granica moralności, którą możemy przekroczyć? Czy człowiek swoje niemoralne zachowanie może wciąż usprawiedliwiać okolicznościami, które doprowadziły do jego upadku? A może tak mu jest wygodnie, okłamując nie tylko innych, ale przede wszystkim samego siebie? Może w ten sposób pragnie zagłuszyć wyrzuty sumienia, które nim targają?

A teraz cofnijmy się w odległe czasy do początku XV wieku i przenieśmy się do Konstancji – miasta, które już od wczesnego Średniowiecza aż do roku 1821 było stolicą największej diecezji katolickiej na północ od Alp. Wówczas miasto to leżało na szlaku handlowym prowadzącym z Niemiec do Włoch i dzięki temu rozwijało się dość prężnie. W latach 1192-1548 Konstancja posiadała status wolnego miasta Rzeszy i podlegała bezpośrednio cesarzowi. Miasto zasłynęło przede wszystkim powołaniem w nim soboru (1414-1418), podczas którego wybrano papieża Marcina V. Wydarzenie to zakończyło wielką schizmę zachodnią i było to jedyne w historii konklawe na północ od Alp. W takcie soboru doszło także do spalenia na stosie czeskiego reformatora, Jana Husa.

Tak mniej więcej przedstawia się tło historyczne powieści autorstwa Iny Lorentz (pseudonim literacki niemieckiego duetu Iny Lorentz i Elmara Marona). Główną bohaterką jest młodziutka i nieziemsko piękna Maria Schärer, córka najbogatszego obywatela w mieście. Kiedy ją poznajemy jest rok 1410, a ona właśnie szykuje się do ślubu z niezwykle wpływowym Magistrem Ruppertusem Splendidusem, o którym dzisiaj powiedzielibyśmy, że jest prawnikiem. Żadne z nich nie jest jakoś specjalnie entuzjastycznie nastawione do rychłego małżeństwa. W tym wypadku w grę wchodzą przede wszystkim sprawy majątkowe oraz kwestia podniesienia pozycji społecznej rodziny Marii. Jednak nikt nie przypuszcza, że ta umowa przedślubna zakończy się tak dramatycznie. Otóż natychmiast po podpisaniu potrzebnych dokumentów w domu Mateusza Schärera zjawia się pewien furman, uparcie twierdząc, że niewinna i czysta Maria nie jest już dziewicą, gdyż sypia praktycznie z każdym chętnym mężczyzną. Bardzo szybko pojawiają się też inni świadkowie, którzy potwierdzają wersję furmana. W dodatku nie wiadomo skąd pojawia się też dowód rzeczowy, jednoznacznie potwierdzający winę Marii. Zarówno ona, jak i jej rodzina twierdzą, że to zwykłe oszczerstwa. W tej sytuacji można tylko wyobrazić sobie wściekłość niedoszłego męża. Obiecano mu dziewicę, a tutaj okazuje się, że został perfidnie oszukany.

(…) Nie rozumiała tego nagłego obrotu spraw, rozpaczliwie szukała więc oparcia. Ojciec zdawał się jednak nie zważać na błagania córki, gdyż ciągle patrzył w podłogę i mamrotał coś niezrozumiale pod nosem. Za to Magister Ruppertus stał przy niej jak anioł wymierzający karę, a nawet więcej – jak zły duch, któremu oczernianie sprawia przyjemność. Zrezygnowana Maria pytała się w duchu, dlaczego bardziej wierzył słowom tamtych dwóch mężczyzn niż jej. Popatrzyła swoim oszczercom prosto w twarz, badając czy nie wstydzą się kłamstw. Linhard natychmiast odwrócił głowę, ale Utz szczerzył się głupio, uderzając końcem języka w rzadkie zęby. Przestraszył ją tym, szybko odwróciła się do niego plecami (…)*

Dla Marii to dopiero początek gehenny, jaką zgotowali jej ci, którym ufała. Jako winna zarzucanych jej czynów zostaje osadzona w lochu, gdzie jej prześladowcy „produkują” kolejne dowody przeciwko niej. Proces dziewczyny przebiega niezwykle szybko, po czym zostaje wydany okrutny wyrok. Najpierw należy ją ubiczować, a potem wygnać z Konstancji i zamknąć za nią bramy miasta, aby już nigdy nie miała do niego powrotu. Od tej chwili jest nazywana „nierządnicą”, natomiast dla podkreślenia jej winy zostaje naznaczona kolorem żółtym, który ma informować przede wszystkim mężczyzn o jej profesji. Jak dalej potoczą się losy Marii? Czy uda jej się odnaleźć w nowej rzeczywistości? Czy znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie jej pomóc? I czy naprawdę padła ofiarą spisku?

Nierządnica to pierwsza część czterotomowego cyklu, którego akcja osadzona jest w średniowiecznych niemieckich realiach. W rodzimym kraju autorów, seria ta sprzedała się w nakładzie ponad dwóch milionów egzemplarzy. Nie powiem, że nie jest warta przeczytania, ale po takiej reklamie spodziewałam się historii, która pochłonie mnie bez reszty i nie pozwoli odłożyć książki aż nie przeczytam ostatniej strony. Być może oczekiwałam czegoś na miarę Philippy Gregory, która jeśli chodzi o autorów obcych piszących powieści historyczne, jest bezkonkurencyjna. Owszem, Nierządnica przedstawia realia średniowieczne dość dobrze, ale zwroty typu „wyskoczyć na kawę” nijak ze Średniowieczem mi się nie kojarzą. Nie wiem czy zawiniło tutaj tłumaczenie, czy może sami autorzy za bardzo tę epokę uwspółcześnili.

Przez większą część książki podążamy za bohaterką po średniowiecznych ścieżkach i oczami wyobraźni widzimy jedynie jej spółkowanie z przygodnymi mężczyznami i liczenie zarobionych w ten sposób pieniędzy. Sama Maria przedstawiona jest jako kobieta dość skomplikowana pod względem charakteru i nie bardzo wiedząca czego tak naprawdę chce. Z jednej strony pragnie się wyzwolić z nierządu, a z drugiej coraz bardziej się z nim „zaprzyjaźnia”, tłumacząc to tym, że praktycznie nie ma innego wyjścia. Akcja wyraźnie nabiera tempa w momencie, gdy w umyśle Marii rodzi się pewna myśl, która od tej chwili staje się jedynym celem jej życia. Lecz aby ją zrealizować musi najpierw powrócić do swojego rodzinnego miasta. Życie na wygnaniu zmieniło nieśmiałą i niewinną dziewczynę w pyskatą kobietę, broniącą swojego zdania tam, gdzie jest to konieczne, nie bacząc na konsekwencje.

Choć Średniowiecze to epoka prymitywna, u mnie budzi szczególną sympatię i dlatego uwielbiam czytać powieści w niej osadzone. Czego brakowało mi tutaj? Otóż uważam, że wątek rycerski nie został rozbudowany na tyle, aby czytelnik mógł poznać realia tej warstwy społecznej. Na pierwszy plan wysuwa się rycerz-pantoflarz i na tym praktycznie kwestia tego środowiska się kończy. Dla mnie to stanowczo za mało.

Jak sam tytuł wskazuje, rozpustę spotykamy tutaj na każdym kroku. Mężczyźni widząc kobietę wręcz rzucają się na nią, a ona tak naprawdę nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia, bez względu na to czy uprawia nierząd zawodowo, czy jest tak zwaną panną z dobrego mieszczańskiego domu. Kobiety praktycznie muszą przed mężczyznami uciekać, bo w innym wypadku grozi im gwałt. Nie ma też znaczenia z jakiego środowiska wywodzi się mężczyzna. Rozpusta szaleje na zamkach rycerskich, w klasztorach, na ulicach miast, na przydrożnych targach, dosłownie wszędzie. Nie ma chyba miejsca, które byłoby wolne od nierządu. Przyjacielska rozmowa pomiędzy mężczyzną a kobietą jest możliwa jedynie w sytuacji kiedy w grę wchodzi miłość.

Choć istnieją jakieś bliżej nieokreślone przepisy prawne, to i tak mało kto z nich korzysta. Ludzie wpływowi zawsze mają ostatnie słowo, a ich opinia zazwyczaj doprowadza do zguby niewinnego człowieka, który stanowi dla nich przeszkodę w dążeniu do celu. Nie brak tutaj także kwestii politycznej. Toczy się przecież spór o wybór papieża. Do zajęcia Piotrowego Tronu jest aż trzech kandydatów. Fakt ten nie jest sprawą jedynie Kościoła. W ten konflikt zamieszany jest także cesarz.

Przede mną kolejna część przygód Marii Schärer. W niedługim czasie zamierzam sięgnąć po Kasztelankę. Pomimo tego, że znalazłam w tomie pierwszym kilka drobiazgów, które mi się nie podobały, to jednak całą książkę oceniam jako bardzo dobrą, a miłośników powieści historycznych zachęcam do jej przeczytania.

Moja ocena: 5/6



12:43, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31