piątek, 29 marca 2013

Autor: Krasnoludek


Jak rozpoznać czarownicę? Czyli co powie świadek podczas procesu

Broda jej długa po kolana,
We śnie to Twa ukochana.
W garze wielkim warzy sekrety,
W oczach jej diabelskie podniety.
Pod spódnicą skrywa szatana,
Z którym hasa do białego rana.
Któż to taki? Wiesz już pewnie!
Czarownica co nigdy nie zapłacze rzewnie.

 

Klątwa oraz Święta Inkwizycja szyły w parze dumnym krokiem. Tu zwalczyły herezję, tam skazali Żyda za zabicie noworodka, gdzie indziej znowu wpadli do wiejskiej gospody na kwartę piwa.
W gospodzie zaś siedząc sobie spokojnie w upojnej woni gnoju, słuchali co się na wsi dzieje. A działo się wiele. Szczególnie w czasie żniw oczywiście, kiedy to każda ręka w polu by się przydała. Trzeba zboże zebrać, snopki powiązać, a tu deszcze cały czas padają, do tego na niebie pokazują się chmury gradowe. Powiadają, ze to wina jednej czarownicy co to z panem ostatnio zatarg miała o zioła, które w lesie sąsiedzkim zbierała.
Inkwizytor nagle piwo odstawia, ze zdziwienia oczy wytrzeszczając.
- To czarownice tu macie? – zapytuje się chłopów, co to narzekają miedzy sobą.
- A no mamy, ale nam to krzywdy nie robi, bośmy modlitwą dobrą ochronieni, a jaśnie wielmożny ksiądz każdemu kapkę święconki użyczy, gdy potrzeba taka. Tylko wiadomo, jak kto się zapomni to zaraz szatanem opętany.
- A to dlaczego informacja nie została podana do wiadomości, żeby sądy sprowadzić i sprawę zbadać? – dopytuje się dalej Inkwizytor.
- A bo ona niegroźna taka, tylko zioła parzy i gdy baba rodzi to jej pomoże, a że śmierci za sobą nie ciągnie to po co taką karać?
Inkwizytor patrzy groźnie na chłopów, co to tak ciemni są, że zagrożenia nie dostrzegają. Toż to sam diabeł z czarownicą w jednej chałupie siedzieć musi!
Trzeba coś z tym zrobić, czarownicę zbadać dokładnie, czy rzeczywiście z szatanem zasiada, dobrodziejów sprowadzić, kata przygotować i do księgi(x) zajrzeć, żeby wiadome było, jak by tu sobie ze złem poradzić.

Na średniowiecznej wsi Polskiej roiło się pełno czarownic. Szczególnie wiele było ich po wydaniu „Młota na czarownice”, kiedy to w każdej kobiecie upatrywano się szatańskiego pierwiastka.
Dlaczego akurat w kobiecie, podręcznik katowski prosto i klarownie nam tłumaczy, nie pozostawiając żadnej wątpliwości co do podanych racji: kobieta pochodzi od Ewy, grzesznej i skorej do podszeptów szatana, często wiodła na pokuszenie prawych mężów Kościoła (oczywiście została odrzucona po gorliwej modlitwie), nie pojmuje świata w tak szlachetny sposób, jak mężczyzna… trochę mnie to dziwi, gdyż przecież biblijny Adam posłuchał niewiasty -  czyż nie wychodzi na bardziej naiwnego i skorego do grzechu od niej, skoro prosta kobieta potrafiła go namówić do złego?
Jak wygląda białogłowa opętana przez szatański pomiot? Czy posiada jakieś charakterystyczne cechy? Czy otaczają ją typowe dla jej profesji zwierzęta, może ma jakieś dziwne przedmioty, jak choćby… miotła?
Aby poznać wierzenia ówczesnych ludzi najlepiej zwrócić się w stronę jednej z najbardziej znanych lektur świata, w której to, czarownica przedstawia się nader niekorzystnie: jest mściwa, lubi robić każdemu na złość, przekręca wartości moralne i wróży przyszłość słowami nakłaniającymi do zła, nawet do zabójstwa… a jej wygląd? Przerażający!


„(…)Ale któż są
Te tam postacie wywiędłe i szpetne?
Nie zdają się mieć nic wspólnego z ziemią,
Są jednak na niej. Czy jesteście żywe?
Zdolne na ludzką mowę odpowiedzieć?
Zdawałoby się, że mnie rozumiecie,
Bo wszystkie razem chude swoje palce
Do ust zapadłych przykładacie. Pozór
Niewieści macie, ale wasze brody
Nie pozwalają mi w tę płeć uwierzyć.”[I]

Słowa te wypowiada Banko, jeden z bohaterów „Makbeta” autorstwa wielkiego Williama S, na widok trzech wiedźm. Choć dramat ten jest płodem renesansu jego akcja osadzona jest w czasach średniowiecznych bitew i wielkiej rycerskości. Nie bojąc się gorąca buchającego spod stosowych drewien wielki poeta wykorzystuje stare gusła dając nam obraz przerażającej i szkaradnej istoty – nie do końca ziemskiej, ni to kobiety, ni mężczyzny, brodatego truchła, które zaraz wypowie przeklęte zdania…
Co oprócz brody, zapadłych ust i chudych palców charakteryzuje średniowieczne źródło wszelkich klęsk?
Jak możemy wywnioskować z powyższych słów czarownica nie mogła być ślicznotką – choć zapewne mogły pojawiać się wyjątki od reguły, gdy zgrzeszyła piękna białogłowa porzucona przez kochanka… ale tym zajmiemy się innym razem.
Wiedźma miała wielki nochal (nos to zbyt delikatne określenie na tego typu szkaradę), pod nim z ust wystawały kły, strasznie śmierdziało jej z gęby, z której wystawały mocne zęby do zjadania noworodków, na całym ciele pokryta była obrzydliwymi brodawkami. Do tego długie pazurska, które wyrastały z jej szkaradnych łap. Szczególnie podatne na szatana były te rude, o włosach, jak ognie piekielne! Do tego jeszcze znamię w postaci króliczej stópki, które Inkwizytorowi, bądź też jednemu ze świadków przesłuchania było naprawdę trudno dostrzec, gdyż sam diabeł tak je zaczarował, aby się przemieszczało po całym ciele.
Ubrana była w szmaty, jakieś najgorsze, których nawet bezdomny by nie włożył, bądź tez stroiła się nadmiernie próbując okazać bogactwo ponad stan, do którego doprowadził ją jej diabelski mąż.
Taki wygląd daje nam podejrzenie, iż podobna temu opisowi kobieta jest czarownicą. Co jednak, jeśli jest to mylne wrażenie – człowiek pójdzie do księdza na skargę, że się wiedźma panoszy, a tu się okazuje, że to po prostu brzydkie babsko i jak nic kara się dostanie oszczercy!
Dlatego też musimy zajrzeć do jej chaty znajdującej się na skraju ciemnego i groźnego lasu… co tam może być?
Korzeń mandragory, czarny kot śpiący sobie spokojnie przy palenisku. Na oknie kruk czyści swoje czarne upierzenie, a ropucha obserwuje wywar pyrkający powoli w wielkim kotle, chyba widać w nim kawałek nietoperzego skrzydła.
Zaraz przy drzwiach leży miotła – z jednej strony ma przytwierdzonego kreta, z drugiej nietoperza, obok leży maść, która wiedźma otrzymała od diabła – bez niej nigdy nie mogłaby polecieć na starym kiju.
Czarownica krojąc małe robaki przecięła sobie rękę wielkim nożem – o dziwo nie popłynęła jej nawet kropla krwi, a ból nie sprawił, aby jej policzki naznaczyła chociaż jedna łza!
Teraz sięga po lustro, do którego o dziwo zaczyna przemawiać! Jak się okazuje w jego tafli nie ujrzymy odbicia szkaradnej wiedźmy, lecz samego szatana! Pewnie obgaduje z nim jakąś orgię...

Wciąż nie wierzysz, że to córka zła?
Patrz, wychodzi na spotkanie swojego diabelskiego kochanka. Biegnie oglądając się za siebie, sprawdza czy nikt jej nie śledzi i nagle zamienia się w wielkiego wilka, czy to na pewno ona? Tak, spójrz, przecież to zwierze nie ma ogona!
Teraz szybko trzeba lecieć do księdza i szlachetnego pana, niech sprowadzą sługi boże, które wiedzą, jak rozprawić się z tym złem, zanim nas opęta!

Bibliografia:
Młot na czarownice Jacob Sprenger Heinrich Kramer, wyd. XXL, 2008 rok, 
Mroki Średniowiecza Józef Putek, wyd. PIW, Warszawa 1985, rozdz. "Czarownice polskie"
 
Materiały:
Cytat:
[I] - Makbet William Szekspir, wyd. Greg, 2006 rok, str.10
Zdjęcia:
(1) - http://www.digart.pl/praca/4317348/Chatka_na_kurzej_stopce.html
(2)-http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/5a/The_Three_Witches_from_Shakespeares_Macbeth_by_Daniel_Gardner%2C_1775.jpg
(3) - http://hyper.neo.tripod.com/nowa_strona_2.htm
(4)-http://4.bp.blogspot.com/UsuF6pfYDc0/UKzJ3m9mcXI/AAAAAAAAHEQ/PD2AbWBb_3o/s1600/woodcut+of+nun+with+possessed+man.jpg

22:48, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 marca 2013

Autor: Krasnoludek


Strzeż się Świętej inkwizycji, czyli o kościelnej policji

Tajny urząd, tajna skarga
Przeszłość Twoja już nie tajna.
Jeśliś postawion w stan oskarżenia
Czeka Cię zgryzota i stan zapalenia.
Czy ogarnął Cię strach?

Słusznie, właśnie Inkwizycja Święty przysięga Ci krach.

Praktycznie każda wiara opiera się na myśli, iż życie ziemskie jest karą, przygotowaniem, bądź próbą ukazującą naszą prawdziwą naturę. Potem zaś następuje czas sądu. Sądu, który ma nas podzielić, gdyż jak wiadomo ludzie lubią mieć wszystko uporządkowane i scharakteryzowane: ten jest zły, ten dobry, ten pójdzie do nieba, ten do piekła.

Co zrobić, aby nie trafić do tego drugiego? Jak przypodobać się Miłościwemu Bogu, patrzącemu groźnie na naszą niedoskonałość? Jak poradzić sobie z grzechem? Jak osiągnąć Zbawienie?
Próba odpowiedzi na te pytania zaprzątała w szczególności myśli średniowiecznej ludności. Zaś w centrum jej uwielbienia znajdował się ksiądz, praca na rzecz jego pochlebstwa oraz kazania robiące wodę z niewykształconego mózgu.
Ciemnotę ludu wychowanego na gusłach, wykorzystała inteligentna i podstępna władza papieska.
Dzięki odpowiedniemu podejściu do zlęknionego chłopa europejskiego (i nie tylko chłopa) zawładnęła całym ówczesnym światem, stając się największą potęgą polityczną średniowiecza.
Kościół rządził każdym oddechem, każdą sekundą życia, każdego człowieka, wszczepiając w jego myśl strach przed karą boską i marzenie o niebiańskich rozkoszach. Zaś na straży pełnego poddaństwa chrześcijańskim regułom stała klątwa.
Obok niej rodziło się pojęcie, o początkowo łagodniejszym wydźwięku, niby mniej przerażającym, a jednak budzącym grozę – „cenzura kościelna”.
O jej przestrzeganie dbali prawi oraz dzielni przedstawiciele dwóch zakonów : franciszkanów i dominikanów, którzy dziś nie budzą naszego leku.

W średniowieczu zaś, występując pod zaszczytnym na owe czasy tytułem Świętej Inkwizycji siali zamęt i strach. Stanowili prawo, byli panami życia i śmierci, swoim okrucieństwem zakładając jarzmo niedoli i łez.

Do powstania Świętej Inkwizycji poniekąd przyczynił się odłam kościoła mający swe źródło na Francuskiej ziemi. Mowa oczywiście o katarach. W roku 1167 zostaje zorganizowana wyprawa mająca na celu zniszczyć szerzącą się sektę, która sprzeciwia się Kościelnemu uciskowi.

Po tym wydarzeniu duchowieństwo obawiając się dalszych wyskoków tego typu, robi ostry najazd na heretyków, wyznawców innych Religii oraz zwykłe kobiety ze wsi będące akuszerkami, zielarkami czy osobami mieszkającymi na uboczu, które w latach działalności policji kościelnej stanowiły kochanice szatana, nazywane czarownicami.

W 1215 roku papież Grzegorz IX powołuje inkwizytorów mających zdusić w zarodku wszelkie ruchy antykościelne, nie pozwalając na jakikolwiek przejaw braku lojalności wobec sług bożych.
Każdy z nich dzierży w swej dłoni krzyż, buteleczkę wody święconej, Pismo Św.  oraz okrucieństwo podsycane fanatyzmem.
Od tej pory każdy mieszkaniec średniowiecznej Europy musi mieć się na baczności, jednak prawdziwy cios w ludzką godność zostaje zadany w roku 1252 kiedy to papież Innocenty IV nakłada na władców świeckich obowiązek walki z heretykami, a Świętej Inkwizycji pozwala, a nawet nakazuje używać tortur w celu wyniszczenia rzekomych szatańskich pomiotów szerzących grzeszne uczynki.
Święta Inkwizycja czyni co w jej mocy, aby Kościół był zadowolony. Pod płaszczykiem pokory i posługi bożej jej przedstawiciele dopuszczają się fanatycznych czynów, jakich dziś nie powstydziłby się nie jeden psychopata. Spójrzmy chociażby na obrządek przeprowadzania śledztwa, pomijając opis drastycznych tortur. Zanurzmy się w świat obłudy i kłamstwa.
Choć przed nastaniem ery inkwizytorów sądy nie niosły za sobą zbyt wielkiej dozy sprawiedliwości, podczas jej trwania wyzbyto się wszelkich pozorów szlachetności, o prawdzie i przyzwoitości całkowicie zapominając. Wszystko zaś stało pod wielką skałą tajemnicy.
Aby zostać winnym zbrodni przeciw wierze, wystarczyło delikatnie wyróżniać się z tłumu, bądź się w nim nie znajdować…
Przybycie inkwizytora zawsze poprzedzał herold, który ogłaszał pojawienie się zacnego przedstawiciela policji kościelnej. Następie, gdy sługa ów dotarł na miejsce odprawiano Mszę Świętą. Jeśli, jakiegoś mieszkańca na niej zabrakło, z góry był podejrzany o bratanie się z diabłem.
Inkwizytorzy na swoich usługach mięli najgorszych szpicli i prowokatorów, jakich ówczesna ziemia nosiła. Czujnie węszyli, śledzili, obserwowali i podglądali krok każdego człowieka doszukując się w nim rzeczy grzesznych. Gdy tak ową spostrzegli zaraz lecieli do jednego z inkwizytorów, aby przekazać mu co też dany osobnik nabroił. Sługa boży zarutko stawiał go w stan oskarżenia, wyszukiwał tajnych „świadków” i przeprowadzał tajny proces, czekając na „królową dowodów”, czyli niewymuszone przyznanie się do popełnionej zbrodni. Oczywiście wynik rozprawy zawsze był jeden: winny.
Nie zapominajmy o tym, iż oskarżony nigdy nie poznał przyczyny swojego uwiezienia (do której paradoksalnie przyznawał się na torturach), nazwiska osoby, która go obwiniła o „zbrodnię”, świadków oraz przebiegu procesu prowadzonego w piwnicach biskupich, tak aby jedno słowo nie wypsnęło się na powierzchnię, gdzie buszowały ciekawskie uszy. Jedyne co było wiadome i z wielką pompą celebrowane to egzekucje w „akcie wiary”, wykonywane przez władze świecką pod groźbą klątwy biskupiej.  Na takie wydarzenie specjalnie ustanawiano, jak najwięcej wyroków, aby lud ujrzał liczbę schwytanych grzeszników i przeląkł się kary, jaka na niego czyha za bluźnierstwo, Bóg został przekupiony krwią niewiernego, a inkwizytor odebrał pochwałę z rak papieża zadowolonego z sukcesywnego wytępienia szatana.
Wiara w życie pozagrobowe była tak wielka, iż nawet zwłokom podejrzanej osoby nie dawano spokoju – jeśli obwiniony w trakcie tortur zmarł, bądź już leżał w grobie odkopywano go i odpowiednio karano.
Niemcy, Francja, Szwecja, Szkocja, Hiszpania, Polska… Inkwizycja wszędzie stosowała te same, okrutne i wyzbyte człowieczeństwa praktyki.
Na ziemiach naszego kraju rzeź, jakiej dokonała pochłonęła ponad piętnaście tysięcy niewinnych ludzi, rzekomych grzeszników. Działo się to od 1257 roku kiedy to Polska została obdarowana przedstawicielami Świętej Inkwizycji, przez papieża Alexandra IV, do roku 1570, gdy szlachetni słudzy opuścili nasz naród.
O przedstawicielach Świętej Inkwizycji można powiedzieć niemal tyle dobrego co o całym ówczesnym duchowieństwie – byli to zapijaczeni okrutnicy, swoja silę upatrujący w nękaniu najsłabszych, przy tym mający na tyle lisiego rozumu, aby do wyższych od siebie nie podskakiwać. Najwyższym tytułem, jakim mógł się poszczycić przedstawiciel tejże służby kościelnej to Wielki Inkwizytor, któremu podlegały wszystkie trybunały wymierzające sprawiedliwość (na każde biskupstwo przypadało po jednym trybunale) – w dzisiejszych czasach najbardziej znaną postacią obdarzoną tym mianem jest czarownica Dolores Umbridge, którą spotkamy w piątym tomie przygód Harry’ ego Pottera. Pomijając magiczne zdolności, możemy w pełni ujrzeć w jej osobie typowego  średniowiecznego, bezdusznego inkwizytora.
Na żer spragnionych ofiar sług bożych najbardziej narażone były niewinne kobiety, wieśniaczki określane mianem wiedźm, czarownic.
Spojrzenie Świętej Inkwizycji zwróciło się w ich stronę z wielką mocą po wydaniu w 1489 roku sławetnego podręcznika katowskiego „Młot na czarownice”. Zgłębiając go w dzisiejszych czasach, można uznać, iż jest to przykład naprawdę dobrych baśniowych opowieści. Niestety, ponad pięćset lat temu była to pozycja szanowana ze względu na swój wydźwięk naukowy, przyczyniając się do wielu niepotrzebnych i okrutnych mordów.
Anonimowy donos zazdrosnego sąsiada, pokłóconej krajanki, niezadowolonego pana i już szykowano stos, a właściwie stosy, gdyż wraz z kobietą posądzoną o czary  palono całą jej prawdopodobnie „zarażona grzechem” rodzinę w myśl hasła:
 „lepiej by zmarło stu niewinnych, niż żeby jeden winny uniknął kary”
Kary stosowane przez Inkwizytorów, zasady jakimi się kierowali ( a właściwie brak zasad – przynajmniej moralnych) przyczyniły się do nasilenia fanatyzmu i obłędnej bogobojności oraz pogłębienia wiary w zabobony co stanowiło dla Kościoła wspaniały interes, a dla ludu prawdziwy horror.
Gdzie się nie obejrzysz tam czeka na Ciebie śmierć, szatan, tortury piekielnych kotłów, jedyny ratunek w modlitwie i sługach bożych. Jednak jak oni rozpoznają zagrożenie? Po czym poznają prawdziwą czarownicę? Kto nią jest w Twojej wsi? Czy Tobie uda  się ją rozpoznać i uratować swoją skórę przed działaniem szatana? Wiesz jak powinna wyglądać prawdziwa wiedźma?
Nie?
W takim razie zapraszam Cię w następną środę, w celu odkrycia wizerunku tej niecnej postaci.
 

Średniowieczny Słownik: 
cenzura kościelna - urzędowa kontrola publikacji (książek, pism) o wymowie religijnej , pod względem ich zgodności z dogmatami wiary chrześcijańskiej.
katarzy - przedstawiciele ruchu skierowanego przeciw ustrojowi feudalnemu i hierarchii kościelnej, głoszący i praktykującego zasadę dobrowolnego ubóstwa, nieuznający składania przysiąg, służby w wojsku, oddawania czci krzyżowi i idei czyśćca. Zwalczani przez papiestwo (m.in. przez krucjaty, inkwizycję), które doprowadziło do ich zniszczenia. Uznawani przez Kościół katolicki za heretyków. (źródło)
 

Bibliografia:
Mroki Średniowiecza Józef Putek wyd. literackie, Kraków 1956, rozdz. „Tumulty”; ”Kacerze”
 
Netografia:
Dzieje Inkwizycji. Społeczeństwo Średniowiecza.: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2240/q,

Materiały:
Zdjęcia:
(1) - http://www.duchaniegascie.pl/mojerefleksje.jpg/memling_sad_ostateczny.jpg
(2) - http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Konrad_von_Marburg.jpg
(3) - http://post-apostle.pardon.pl/
(4) - http://www.aurelus.pl/
21:47, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »

Autor: Pharlap


Wyprawy krzyżowe to chyba najbardziej przełomowe wydarzenie średniowiecza. W tej dziedzinie mamy się czym pochwalić - Zofia Kossak to według mnie autorka najlepszych powieści o tej tematyce: Krzyżowcy, Król trędowaty i Bez oręża to trylogia przewyższająca rozmiarami tę sienkiewiczowską. Nie tylko rozmiarami. Zofia Kossak nie ustępuje talentem Sienkiewiczowi.

Wybór nowego papieża - Franciszka - skojarzył mi się z książką Bez oręża gdyż jest to książka z Franciszkiem z Asyżu w roli głównej.

Początek XIII wieku to niezwykle ciekawe czasy. Kościół katolicki rozczarował wielu wiernych. Z jednej strony - teologicznej - mnożą się herezje, których nie wypala jeszcze inkwizycja, ani nie neutralizuje protestantyzm. Z drugiej strony - ludzkiej - bunt przeciwko niesprawiedliwości społecznej paradoksalnie wzmocnionej przez wiarę chrystusową.

Na tym tle pojawiają się dwie postacie - papież Innocenty III przygnieciony ogromem problemów, z którymi boryka się Kościół - i Franciszek, człowiek odczytujący Ewangelię w sposób dosłowny.

W jaki sposób te osoby mogły się spotkać? W jaki sposób prostaczek z Asyżu zyskał bezgraniczną ufność jednego z najpotężniejszych ludzi na ziemi?

O nowe oblicze Kościoła walczą nie tylko dorośli. Zupełnie niespodziewanie włączają się do niej dzieci. Czy całkiem z własnej woli?. Przypomina mi się maksyma - nihil novi sub sole - nic nowego pod słońcem. W tym wydarzeniu sprzed 700 lat znajduję wiele analogii do "spontanicznych" kampanii na facebooku. Tysiące naiwnych zostaje wmanipulowanych w autentyczną akcję, która przeradza się w Dziecięcą Krucjatę. Jej finał znamy - niezliczona ilość dzieci zagubiona lub sprzedana w niewolę.

To z kolei staje się bodźcem do organizacji prawdziwej krucjaty, już piątej, która ma odzyskać Jerozolimę odebraną krzyżowcom 40 lat wcześniej przez sułtana Saladyna. Dowódcą krucjaty zostaje najlepszy z najlepszych, słynny rycerz Jan de Brienne. Kłopot w tym, że jego dusza i umysł są zaprzątnięte romansem z mężatką. Zofia Kossak potrafi nadspodziewanie dobrze oddać głębię ludzkich namiętności.Przez te namiętności zaprzepaszczone zostają wszelkie szanse odniesienia zwycięstwa. Zrozpaczony papież przekazuje przywództwo kardynałowi bezwzględnemu purpuratowi z Watykanu i jednocześnie wysyła do Egiptu Franciszka.

Okazuje się, że w tym obcym i wrogim środowisku ten drugi potrafi zdziałać dużo więcej - bez oręża.

Zdradzę jedną z moich ulubionych scen z tej powieści. Franciszek nocuje na pustyni u stóp Sfinksa. Jaką zagadkę kryje ten tajemniczy posąg? Promienie wschodzącego słońca nasuwają Franciszkowi prawdziwie franciszkańską odpowiedź, której tu nie zdradzę.


Bez oręża - wydawnictwo PAX - 1957 rok.

Najnowsze wydanie - PAX - 2011 rok - dostępne w Empiku.

11:01, avo_lusion
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 marca 2013
Autor: Kraina Czytania
 

Od początku swojego powstania Kościół niejednokrotnie zmuszony był stawiać czoła wewnętrznemu podziałowi. Niemniej największy i zarazem najtrwalszy rozłam, jaki kiedykolwiek miał miejsce w Kościele, definiowany jest jako Wielka Schizma, czyli podział świata chrześcijańskiego na Wschód i Zachód. Jego wyrazem stały się wzajemne ekskomuniki z 16 lipca 1054 roku, gdy wysłannik papieża, kardynał Humbert, wyklął patriarchę Konstantynopola, Michała Cerulariusza, a następnie sam został potępiony przez synod patriarszy. Pomimo podejmowanych prób, nigdy już nie doszło do całkowitego pojednania pomiędzy patriarchami a papiestwem. Choć ekskomunika patriarchy została złożona w Konstantynopolu w trzy miesiące po śmierci papieża Leona IX, to jednak decyzja w tej kwestii została podjęta jeszcze za życia papieża. Leon IX podpisał bullę przed wyjazdem na Wschód swego legata, kardynała Humberta.  
Wydarzenia z roku 1054 stały się finałem wielowiekowego konfliktu, który ostatecznie zaważył na jedności Kościoła. Pierwszy spór zaistniały pomiędzy Wschodem a Zachodem rozgorzał już w drugiej połowie II wieku i dotyczył daty świętowania Wielkanocy. Konflikt ten okazał się być bardzo gwałtowny, ponieważ papież Wiktor I, którego pontyfikat przypadł na lata 189-199, chciał wykląć biskupów azjatyckich, natomiast schizmy uniknięto tylko i wyłącznie dzięki interwencji św. Ireneusza obawiającego się o jedność chrześcijan. Dopiero podczas pierwszego soboru w Nicei w 325 roku ostatecznie ustalono, że Wielkanoc ma być obchodzona w niedzielę po 14. dniu żydowskiego miesiąca Nissan.
Do owego pamiętnego roku 1054 spierano się jeszcze wielokrotnie, między innymi o zasadność ponownego chrztu heretyków, jak również o rangę rozmaitych stolic biskupich, a także o bóstwo i człowieczeństwo Chrystusa. W V wieku, na skutek odrzucenia orzeczeń soboru efeskiego i soboru chalcedońskiego, część chrześcijańskich wspólnot (monofizyci i nestorianie) na trwałe oddzieliło się od „wielkiego Kościoła”.
Upływ wieków jeszcze bardziej pogłębił różnice pomiędzy Wschodem a Zachodem. Kolejny kryzys jedności miał miejsce w okresie tak zwanej schizmy focjańskiej, której nazwa pochodziła od imienia patriarchy Konstantynopola – Focjusza. Konflikt ten odnosił się do ważności wyboru Focjusza na stolicę patriarszą. Przy tej okazji poruszano również istotne kwestie teologiczne, jak zasadność włączenia filioque[1] do Credo przez Kościół zachodni. Na szczęście schizma ta została przezwyciężona na tak zwanym synodzie focjańskim (879-880), który w konsekwencji doprowadził do przywrócenia wspólnoty między patriarchą a stolicą rzymską. Sformułowano tam regułę, która do dnia dzisiejszego nie straciła swojej wartości: „Każdy Kościół posiada pewne stare zwyczaje, przekazane mu jako dziedzictwo. Nie powinno się kłócić ani dyskutować na ich temat. Niech Kościół rzymski zachowuje swoje słuszne sposoby postępowania. Ale niech Kościół konstantynopolski zachowa także pewne zwyczaje, które pochodzą z dawnej przeszłości. Niech będzie tak samo w innych stolicach wschodnich”.
W niespełna 200 lat po schizmie z czasów Focjusza miało miejsce ponowne rozdarcie wskutek wydarzeń z roku 1054. Grunt pod nowy podział został już przygotowany. „W genezie rozłamu doniosłą rolę odegrały także czynniki kulturowe. (…) Język łaciński i grecki dały podstawę do ukształtowania się dwóch zamkniętych kręgów kulturowych. Od IV wieku niewielu ludzi na Zachodzie znało język grecki, zaś na Wschodzie niewielu rozumiało łacinę. (…) Gdy na Wschodzie języki liturgiczne bliskie są językom narodowym (wyraz poszanowania dla wielości kultur), na Zachodzie łacina staje się jedynym językiem kultycznym.”[2]
Nie mniej znaczący był także wzrost świadomości władzy i prestiżu po obydwu stronach. Walczyły ze sobą postawy służby i panowania, jednocześnie nierzadko zwyciężało panowanie. Szczególnie rozwój pojęcia papieskiego prymatu, który rozumiany był w kategoriach władzy jurysdykcyjnej sprawowanej nad całym chrześcijańskim światem, powodował sprzeciw Kościoła wschodniego, który bronił swej pierwotnej niezależności.
W uzasadnieniu ekskomuniki kardynał Humbert oskarżył Michała Cerulariusza o dziesięć herezji, między innymi o wyświęcanie do kapłaństwa żonatych mężczyzn, a także o rzekome usunięcie filioque z wyznania wiary. Patriarcha okazał się być równie nieustępliwy co legat papieski i oskarżył łacinników o nieprawowierność w tych praktykach, które różniły się od przyjętych na Wschodzie.
Przyjęło się, że rok 1054 uważany jest za datę Wielkiej Schizmy pomiędzy obydwoma Kościołami. Niemniej zaistniały podział nie zrywał wszystkich więzi, zwłaszcza tych o charakterze nieoficjalnym. Ponadto ogół wiernych Kościoła greckiego i łacińskiego wciąż był przekonany, że stanowi jeden organizm kościelny, natomiast Grecy upierali się przy tym, że łacinników należy kochać jak braci, ponieważ są prawowiernymi dziećmi tego samego Kościoła. 
 
Obraz Eugéne'a Delacroix (1798-1863) w paryskim Luwrze (Francja) przedstawia wjazd krzyżowców do Konstantynopola

 

Schizmę przypieczętowało dopiero ograbienie Konstantynopola przez IV wyprawę krzyżową 12 kwietnia 1204 roku. Był to Wielki Piątek. Krzyżowcy zdobyli Konstantynopol i dopuścili się bestialskiej rzezi ludności. Rycerze grabili domy, niszczyli działa sztuki i plądrowali kościoły. Wydarzenie to ostatecznie podzieliło Kościół patriarszy Wschód i papieski Zachód. Wówczas papież Innocenty III wprawdzie potępił akty przemocy, niemniej ustanowił w mieście łacińskiego patriarchę, któremu podporządkował całą grecką hierarchię. Wielu greckich biskupów wolało udać się na wygnanie aniżeli służyć Rzymowi, zaś stosunek ludu Konstantynopola wobec tychże wydarzeń chyba najtrafniej obrazuje przysłowie z tamtych czasów: „Lepszy turban niż tiara”.
 
Nabożeństwo ekumeniczne w dniu 20 października 1967 roku w bazylice św. Piotra w Watykanie

 

Pierwszym papieżem, który po upływie wieków wzajemnej obcości nawiązał kontakt z Kościołem wschodnim był Jan XXIII. Z kolei za pontyfikatu Pawła VI obydwa Kościoły podjęły dialog teologiczny i ożywiły dwustronne kontakty. W dniu 7 grudnia 1965 roku nastąpiło „wymazanie z pamięci” ekskomunik przez papieża Pawła VI i patriarchę Atenagorasa I – osobno w Rzymie i osobno w Konstantynopolu. Dopiero dwa lata po owym wydarzeniu patriarcha Atenagoras I złożył wizytę papieżowi. Niemniej jednak proces powrotu do jedności obydwu wyznań z konieczności musi jeszcze potrwać.

[1] Filioque - łaciński termin, będący nazwą sporu teologicznego prawosławia z Kościołem łacińskim, a pośrednio też z protestantyzmem, o sformułowanie dogmatyczne zawarte w przyjętej przez Zachód wersji nicejsko-konstantynopolskiego wyznania wiary. W następującym zdaniu Credo:
[credo] Et in Spiritum Sanctum, (...), qui ex Patre procedit.
Wierzę w Ducha Świętego (...), który od Ojca pochodzi
wstawiono wzmiankę o Synu:
[credo] Et in Spiritum Sanctum, (...), qui ex Patre Filioque procedit.
Wierzę w Ducha Świętego (...), który od Ojca i Syna pochodzi
[2] W. Hryniewicz OMI, Kościoły siostrzane, Dialog katolicko-prawosławny 1980-1991, Wyd. Verbitum, Warszawa 1993. 
16:55, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31