niedziela, 10 listopada 2013

Autor: Aleksandra Czyta


"Ivanhoe" Waltera Scotta

Sir Walter Scott to szkocki powieściopisarz i poeta żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku. Ojciec powieści historycznej. Interesował się folklorem i historią Szkocji. Rozbudził w swoich czytelnikach zainteresowanie baśniowo-rycerską przeszłością. Jego powieści dotyczyły dziejów szkocko-angielskich oraz wypraw krzyżowych.

Akcja powieści „Ivanhoe” toczy się w Anglii za czasów panowania Ryszarda Lwie Serce lecz pod jego nieobecność. Król przetrzymywany jest w niewoli austriackiej, a w kraju jego brat Jan bez Ziemi knuje przeciw niemu.

Walter Scott doskonale oddał charakter epoki i przedstawił panujące w niej zwyczaje. Jesteśmy świadkami turnieju rycerskiego w Ashby gdzie kwiat angielskiego rycerstwa staje w szranki ku uciesze dam.


Walka Wydziedziczonego Rycerza z templariuszem Brianem de Bois-Guilbertem

Przyglądamy się oblężeniu twierdzi Bawolego Łba, który nieprawnie przetrzymuje tam zacnych mężów. Jesteśmy również świadkami „sądu Bożego”, od którego wyniku zależy życie młodej Żydówki. Dowiemy się czym jest rycerski honor i odwaga oraz jak silne mogą być namiętności targające duszą rycerza.


Rycerze wybierają się na sąd Boży w sprawie oskarżenia Rebeki o czary

Spotkamy również Roberta Locksley’a szerzej znanego jako Robin Hood. Będziemy świadkami jego niezwykłych wyczynów sztuki strzeleckiej. Ujrzymy najlepszych angielskich łuczników, których strzały zawsze spadają do celu. Poznamy sprawiedliwość „leśnych ludzi”, którzy choć wyjęci spod prawa to wciąż są wierni królowi!

Nie zabraknie również pięknych białogłowych. A w śród nich największą urodą odznaczać się będzie Lady Rowena oraz pewna Żydówka Rebeka. Dla każdej z nich niejeden rycerz straci głowę i dla ich uznania stanie do walki.

Będzie również Błędny Rycerz w czarnej zbroi i na czarnym rumaku. Jego tożsamość do samego końca będzie ukrywana, lecz współczesny czytelnik szybko domyśli się kim jest ten dzielny rycerz o wielkiej sile i niezwykłej odwadze!

Podczas przygód czas umilać będą nam żarty i pieśni trefnisia Wamby wspierane świętobliwym głosem pustelnika z Copmanhurst. Pozwolę sobie, ku uciesze gawiedzi, przytoczyć jedną z takich pieśni. Jest to ballada o bosym mnichu:

„ Więc daję ci, chłopcze, rok, dwa – ile chcesz,

Przeszukaj Europę wzdłuż, w poprzek i wrzesz,

A nigdzie nie znajdziesz, byś nie wiem jak wzdychał,

Nikogo, kto bardziej jest szczęsny od mnicha.

 

Twój rycerz dla damy naraża się – lecz

Wieczorem w spotkaniu przeszywa go miecz.

Spowiadam rycerza – a dama drze włosy,

Szczęśliwy na ziemi jest tylko mnich bosy.

 

Twój rycerz czy książę? Dziesiątki ich znasz,

Co chcieli na habit zamienić swój płaszcz.

Lecz wskaż mi braciszka, co chciałby, u licha,

Zamienić na berło pielgrzymki kij mnicha!

 

(…) Niech żyją sandały i habit, i Rzym,

I tryumf wieczysty dobrego nad złym!

Bo życie na różach, bo życie bez cierni

Pisane jest mnichom, co niebu są wierni!


Oraz chyba najważniejszy bohater, czyli Ivanhoe. Otóż tytułowa postać to ulubieniec króla Ryszarda Plantageneta. Powraca on właśnie z Ziemi Świętej do kraju. Jest to również rycerz wydziedziczony przez swego ojca Cerdyka Saksona za nieposłuszeństwo. Jest także jednym z najdzielniejszych rycerzy tamtych czasów! Pokonał w boju nawet templariusza Briana de Bois-Guilberta, który zabił trzystu Saracenów. I taka oto, on mówi o swoich powinnościach:

„(…) komuś, przywykłemu do rycerskiego życia, przykra jest bezczynność,
która przystoi kapłanowi lub niewieście, gdy wokół wre walka.
Smak walki jest naszą ulubioną strawą i z rozkoszą wdychamy kurz unoszący się nad polem bitwy! Żyjemy i nie chcemy żyć inaczej jak dla zwycięstwa i sławy. Takie są prawa rycerskie, które ślubowaliśmy i którym poświęcamy wszystko, co jest nam drogie.”

Walter Scott przedstawił również czarne charaktery – spiskowców. Przewodzi im Jan bez Ziemi, który pragnie zagarnąć koronę brata. Jego sprzymierzeńcy to w głównej mierze lordowie normandzcy oraz zakonnicy. Zarówno Joannici jak i Templariusze przedstawieni są w negatywnym świetle.

„Ivanhoe” to świetnie napisana powieść. Klasyka gatunku. Stylizowany język i dbałość o szczegóły sprawiają, że wydaje się tak samo magiczna jak legendy i ballady, z których czerpał autor. Dodatkowo przeplatanie postaci historycznych z wątkiem fikcyjnym bardzo urzeczywistnia fabułę. Bo kto zna prawdę skoro rzecz dzieje się przed wiekami?

Czepliwi oczywiście dojrzą nieścisłości i drobne pomyłki autora lecz dla mnie nie mają one żadnego znaczenia, gdyż powieść bardzo mi się podobała. Ten język i te przygody! Ach gdyby mnie chciał porwać jakiś rycerz w lśniącej zbroi, na białym koniu! Jest to cudowna powieść, epos o rycerstwie i miłości…



18:24, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 lipca 2013

Autor: Krasnoludek


„W cieniu czarnej magii”

Tytuł oryginału: The Wise Woman
Język oryginału: angielski
Przekład na język polski: Maryla Szurek
Data wydania: 2007 rok
Wydawnictwo: Książnica
ISBN: 978-83-250-0034-9
Liczba stron: 491
Ostatnio znajduję się w kręgu średniowiecza. Raz piszę o lekturze historycznej opisującej dzieje sławetnego zakonu, innym  razem mówię o niezwykłej książce kucharskiej opartej na przemyśleniach pewnej świętej pochodzącej z tego okresu. Choć każda z tych pozycji była fascynującą podróżą w czasie, nic nie nauczy i nie odpręży nas lepiej niż powieść, w której musimy domyślać się co jest prawdą, co mitem, a co wyobraźnią autora.
Za taką pożywkę uchodzą książki Philippy Gregory, którą, jak wiem nie jedna czytelniczka miłuje za ciekawe i pełne życia powieści, mówiące o losach średniowiecznej arystokracji brytyjskiej. Znana głównie za sprawą „Kochanic króla”, sprawiła iż jej książki są rozchwytywane. Po raz pierwszy zwróciłam na nią uwagę zaglądając do blogu Krainy Czytania, która w moich oczach plasuje się, jako znawczyni i fanka twórczości pani Gregory. Zachęcona jej pozytywnym zdaniem na temat tejże autorki, poszperałam w bibliotece i tak o to moim oczom ukazała się „Czarownica”. Już sam tytuł sprawił, że nie mogłam się jej oprzeć i wypożyczyłam…
Co może łączyć średniowieczną znachorkę, zakonnicę, czarownicę i położną? Do tego być może nałożnicę młodego lorda? Do czego mogą doprowadzić nowe zasady panowania, którymi kieruje się Henryk VII? Jaki wpływ będą miały na niewinną dziewczynę? Czy los okaże się dla niej łaskawy? Czy ona rzeczywiście jest tak delikatna i czysta jak wszyscy uważają? Co czai się pod jej piękną główką? Czy rzeczywiście umie czarować?
Anglia za panowania Henryka VII jest miejscem pełnym prześladowań papistów, osądów za czary i herezje oraz biedy i wyzysku najciemniejszych z narodu. Gdy cichy wieśniak cieszy się ze świeżej pajdy chleba, jego pan pochłania wielkiego dzika. Gdy biedny myśli o tym, aby udać się do zakonu po pomoc od dobrych siostrzyczek, lord pali je żywcem, by przypodobać się panującemu władcy. Co jednak, gdy jednej z nich uda się wymknąć? Czy powodowana szlachetną chęcią zemsty, wywrze ją na zabójcy, czy też ulegnie jego urokowi osobistemu? Jak poradzi sobie poza zakonem, w którym spędziła wiele szczęśliwych lat? Czy powróci do starej wiedźmy, która kierowała nią za młodu?
Główną bohaterką „Czarownicy” jest Alys. Była zakonnica, znachorka, położna, dziewczyna dobrze wychowana, obyta i wyedukowana. Nad życie kocha swoją matkę przełożoną, po nocach wypłakuje za nią oczy, nie mogąc znieść, że przyczyniła się do jej śmierci… Z pozoru szlachetna i dobra, w sercu to kawał mendy, która wyczuje każdą sytuację, jaka może polepszyć jej dobrobyt. Gdy musi udać się do zamku lorda Hugha, w jej głowie pojawia się chytry plan, jakiego nie wymyśliłaby żadna inna siostrzyczka zakonna…
Muszę przyznać, iż pierwszy raz od bardzo dawna zdarzyło mi się szczerze i bezgranicznie gardzić główną bohaterką. Do tej pory na samo wspomnienie o niej ogarnia mnie lekki wstręt. Dlaczego? Gdyż odznaczała się ona czystą podłością. Podczas czytania było to dla mnie naprawdę zaskakujące – uczynić z takiej szuji postać wiodącą? Sądzę, że przejawia się w tym pewna odwaga pani Gregory, gdyż na ogół mało jest chętnych do czytania książek z bohaterami trudnymi do polubienia, tutaj jednak ciekawość wygrała i po prostu musiałam dojść do końca.
Na uwagę zasługuje fakt, iż pomimo wykorzystania czegoś tak nadnaturalnego, jak czary, książka jest bardzo prawdziwa. To nie typowy romans z jakim na ogół przyszło się nam spotykać: ona piękna, niedostępna; on przystojny, drapieżny i wielce zakochany. Autorka daje nam wielkiego kopa w romantyczność, tworząc postaci, jakie łatwo spotkać na ulicy (nie tylko średniowiecznej). Bohaterami głównie kieruje pożądanie, rządza tego co niedostępne, często też obleśne. W „Czarownicy” facet myśli penisem i chęcią posiadania dziedzica, a kobieta pozycją, jaką może uzyskać jeśli mu go da. Wydaje się, że takie stwierdzenie jest proste, a tworzenie wokół tego fabuły może okazać się nudne… nic bardziej mylnego.
Akcja książki toczy się w miarę równomiernie, momentami przyśpieszając w zatrważającym tempie. Autorka co jakiś czas stwarzała sytuacje, w trakcie których jednocześnie trudno było się oderwać i z chęcią nie czytałoby się co dalej – tak jak oglądać film z oczami zasłoniętymi ręką i patrzeć przez palce.
Co do stylu, plastyczności języka, realności stworzonych postaci oraz dialogów nie ma się czego czepiać. Wszystko jest prowadzone w sposób czysto naturalny i ciekawy. Widać , iż powieść jest praktycznie w całości dopracowana.
Jedyne co nie przypadło mi do gustu (poza samą Alys) to zakończenie, na które autorka, jak sądzę nie miała naprawdę dobrego  pomysłu. Jego zwrot był zbyt nagły i jak nic w tej książce strasznie naciągany oraz sztuczny. Tworząc postać, która myśli tylko o sobie i praktycznie ma w garści dobry los, pani Gregory nie powinna nam wciskać, aż tak nierealnego kitu i nagłego nagromadzenia wyrzutów sumienia, których w trakcie całej powieści bohaterka nie miała zbyt dużo…
Z tego co zauważyłam wśród czytelniczek „Czarownica” cieszy się najgorszą opinią w porównaniu do innych książek napisanych przez Philippę Gregory. Mnie osobiście trudno jest to osądzić, gdyż był to mój pierwszy kontakt z jej twórczością, jednakże, jeżeli ta pozycja była słaba, to zdecydowanie nie omieszkam sięgnąć po kolejne, te lepsze…
Książkę polecam miłośniczkom epoki, twórczości autorki, małej dozy romansu pomieszanej z faktami nadnaturalnymi oraz poszukiwaczkom lektury nietuzinkowej, innej niż spotyka się w powieściach tego gatunku.
17:21, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »

Autor: Krasnoludek


“Zacząć od korzeni”

Tytuł oryginału: Hildegard von Bingen. Einfach Kochen
Język oryginału: niemiecki
Przekład na język polski: Jacek Jurczyński
Data wydania: 2007 rok
Wydawnictwo: Wydawnictwo M.
ISBN: 978-83-7595-604-7
Liczba stron: 165
Seria/cykl wydawniczy: Św. Hildegarda
„Aby to, co spożywacie,
Było waszym lekarstwem.”
Hipokrates
    Kebaby, frytki, pizze, gyrosy… o to czym żywi się dzisiejsza społeczność. Kaloryczne i niezdrowe, napakowane do granic możliwości sodą, w dodatku tylko na chwilę zapychające żołądek. W opozycji stoją zdrowe diety wegetariańskie, czasami aż do przesady ograniczające i eliminujące dania, które bardzo lubimy. Co zrobić, aby odżywiać się zdrowo, nie patrząc przy tym z żalem na potrawy, które są nam pozornie surowo zabronione?
Jak to zwykle bywa z dobrymi radami trzeba poszperać w zakamarkach historii. Dokładniej rzecz biorąc należy udać się do średniowiecznej kuchni świętej Hildegardy z Bingen żyjącej w latach 1098 – 1179. Swojego czasu (w sumie naszego też) była to kobieta nietuzinkowa, wybitna. Ta benedyktyńska mniszka zajmowała się takimi dziedzinami życia, jak medycyna, kosmologia, przyrodoznawstwo i ziołolecznictwo oraz oczywiście teologia. Gdy te zajęcia zbyt ja przytłaczały stawała się poetką, kompozytorką, a nawet prorokinią.
Do jej cennych rad i wskazówek drogę odnalazły dwie panie: Brigitte Pregenzer i Brigitte Schmidle. Owocem ich poszukiwań jest seria książek poświęconych opisowi i wyjściu na światło dzienne nauk św. Hildegardy. Na cykl składają się takie tytuły, jak:  „Leczenie chorób”, „Praktyczny poradnik zdrowego życia”, „Przyrodolecznictwo” oraz omawiana dziś „Kuchnia”.
Co odnajdziemy w środku tej niepozornej książki? W jaki sposób Hildegarda prowadziła zdrową i smaczną kuchnię, która zyskuje co raz więcej fanów w czasach nam współczesnych? Czy korzystała z magicznych zaklęć, wielkiego kotła i króliczych łapek na szczęście?
Otóż, wiem że niektórzy mogą poczuć się zawiedzieni – w końcu średniowiecze jest pełne tajemnic i mroku! – niestety nie. Tajną bronią  przeciwko chorobom i zwyrodnieniom, jaką głównie stosowała siostra Hildegarda jest orkisz. Ziarna czy mąka zawsze pojawiają się w którymś z 200 przepisów zamieszczonych w książce. Do tego naszym oczom zostały udostępnione fotografie, tak aby podczas przeglądania przepisów napłynęła nam do ust gęsta ślinka – szkoda tylko, że nie ma ich troszkę więcej.
Na wstępie autorki zaznajamiają nas z podstawowymi przyprawami i ich właściwościami zdrowotnymi. Dla mnie najbardziej zaskakujący okazał się zwykły koper włoski, którego kojarzę jedynie z ziemniakami i kiszonymi ogórkami. Co na jego temat ma do powiedzenia św. Hildegarda?
„Przynależy do klasycznych ziół dających dobre samopoczucie, dodaje się go przede wszystkim do potraw ze zbóż i warzyw. Oczyszcza żołądek, zapobiega wydzielaniu się przykrego zapachu z ust, wzmacnia siłę wzroku, poprawia gospodarkę wodną organizmu, kolor naskórka; łagodzi zapach potu.”
Tak, moi mili, dla nas czytelników to szczególnie ważny składnik potraw, skoro korzystnie wpływa na wzrok. Oprócz tego w książce znajdziemy przyprawy chłodzące organizm – co jest przydatne szczególnie teraz, rozweselające (i nie będzie to marihuana),poprawiające apetyt oraz uspokajające.
To tego mnóstwo przepisów na zupy np. z buraczków, dyni czy cebuli. Dla bardziej wyrafinowanego gustu znajdzie się nawet z kasztanów. Do tego sosy, tarty, ciasta, potrawy ze strusia, nawet chleb – a wszystko oprócz tego, że dobrze smakuje, to jeszcze leczy.
Każdy dział książki posiada swój własny kolor stron, dzięki czemu łatwiej odnaleźć ulubiony przepis. Ja powoli zaczynam wdrążać kuchnię św. Hildegardy do własnego kucharzenia i nie narzekam. Początkowo byłam nastawiona trochę sceptycznie do jej niecodziennych pomysłów, ale teraz jestem co raz bardziej zadowolona. Wiele z przepisów zawartych w książce jest naprawdę prostych i tanich w przygotowaniu, dlatego nie widzę przeszkód, aby każdy kto ma trochę chęci mógł z nich korzystać.
Większość przypraw sami możemy zasadzić we własnym ogródku lub też gdy ktoś nie posiada takiego luksusu w doniczce. Świerzy koperek, bazylia czy hyzop dość, że będą ciekawie wyglądać, pięknie pachnieć, to jeszcze zadbają o nasze dobre samopoczucie.
Książka jest napisana w sposób prosty i przystępny. Oprócz przepisów znajdziemy w niej parę wskazówek wartych uwagi, takie jak np. sposób na gorzki smak boćwiny. Przypisy do stron są niestety czasami błędnie podane (jak ten przy gałce muszkatołowej, który zamiast odsyłać do strony 128, odsyła do 129.), ale nie rzutuje to bardzo niekorzystnie na całość.
Książkę polecam tym, którzy pragną urozmaicić swoją kuchnię, odkryć coś niezwykłego w najzwyklejszych przyprawach i lekkim kosztem sprawić, iż żadne suplementy diety nie będą potrzebne, aby utrzymać swój organizm w doskonałym stanie.
17:19, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »

Autor: Krasnoludek


„Postrach morza”

Tytuł oryginału: Korsaren Christi. Joanniter und Marteser.Die Herren des Mittelmeers
Język oryginału: niemiecki
Przekład na język polski: Monika Dobija,
Data wydania:2010 rok
Wydawnictwo: Wydawnictwo M.
ISBN: 978-431-25-50
Liczba stron:237
Średniowiecze po ukończeniu szkoły średniej jest uznawane przez uczniów za epokę niezbyt ciekawą, brutalną i pozbawioną humanizmu, jaki cechuje dajmy na to renesans. Dopiero gdy opuści się szkolne mury i w daleki pójdzie świat, a na swojej drodze napotka książki mówiące co nieco o tym pełnym tajemniczości okresie, jest się w stanie docenić jego niezwykłe zawiłości. Wiara w czarownice, diabły i smoki to tylko niektóre z aspektów epoki mroku. Prawdziwie interesujące są opowieści zapisane na kartach historii,  w kronikach i innych księgach, jakich mało było w tych czasach. Któż nie lubi słuchać bądź czytać o dzielnych, bądź też potępianych inkwizytorach, okrutnych królach czy niewinnych księżniczkach? A co gdy powstanie pozycja mówiąca o pozornie cichych joannitach, zakonnikach walczących w imię wiary, korsarzach i władcach mórz?
Wtedy nie pozostaje nam nic innego, jak ją przeczytać. „Korsarze Chrystusa: Joannici – władcy Morza Śródziemnego” Jorga – Dietera Brandesa to pasjonująca podróż między wojnami rycerskimi, przez cały okres panowania zakonu tychże braci.
Pan Brandes jest znanym w świecie publicystą, który na główny obszar zainteresowań wybrał sobie Bliski Wschód. Jest także byłym generałem i oficerem sztabowym, pracował w służbie wywiadowczej na terenie Syrii, Libanu, Jordanii oraz Arabii Saudyjskiej. Wiedze zebraną na temat joannitów postanowił opublikować w formie książki naukowej, którą czyta się jak dobrą powieść.
Zakon powstał w 1070 roku w Jerozolimie przez kupca, brata Gerarda z Amalfi. Początkowo, jego głównym celem była wolontaryjna praca na rzecz cierpiących, dlatego tez pierwotnie zwano ich szpitalnikami. W roku 1113 został zatwierdzony bullą papieską. Od tego czasu w życiu joannitów dochodziło do wielu chwalebnych i haniebnych czynów. Początkowo rósł w oczach, napawając dumą swych twórców i głównych darczyńców. Jako następca templariuszy cieszył się zasłużoną chwałą. Wielu chciało znaleźć się w nim na służbie, bądź tylko szkoleniu poprzedzającym śluby.  Wiele czynników złożyło się na to, iż początkowo wzorowi lekarze przerodzili się w rycerzy, będących postrachem islamskich szlaków, a w historii zapisali się, jako dzielni rycerze walczący za wiarę i strzegący granic chrześcijaństwa. Cypr, Rodos, Włochy w końcu Malta, to miejsca z których bracia joannici tworzyli swoje duchowe ojczyzny, czyniąc z nich warownie nie do zdobycia. Jednakże jak wiemy, gdy się polepszy, to potem na pewno też się pogorszy. Nie inaczej było i w tej sytuacji. Znany z dyscypliny i mądrości zakon zaczął podupadać gdy w jego szeregi zaczęła wkradać się gnuśność i nieporządek…
Jak z taką sytuacją poradzili sobie dzielni braciszkowie? Czy podołali czyhającym zagrożeniom? Czy przetrwali swój prywatny okres burzy? Jaki wpływ mięli na dzieje Italii, Francji czy Niemiec? W jaki sposób zasłużyli się dla historii? Jak radzili sobie na mało przystępnych wyspach?
Na te właśnie pytania odpowiada nam książka pana Brandesa. Przyznam szczerze, iż początkowa bałam się, że nie przebrnę przez jej treść. Zdarzało mi się przysypiac i ziewać naprawdę szeroko. Dopiero po trzech, czterech rozdziałach, gdy myślałam, że się poddam, nastąpił wielki bum i lektura pochłonęła mnie bez reszty.
Choć jest to książka czysto naukowa nie brak w niej plastycznych, pełnych akcji opisów, nacechowania głównych postaci historycznych, które stają się przez to bliższe oraz delikatnego przymrużenia oka, gdy mowa o sytuacjach dość komicznych, aczkolwiek niewątpliwie ważnych dla danego wątku.
Historie zawarte w tej książce sprawiają, iż nasza wyobraźnia działa na podwójnych obrotach, nie mogąc uwierzyć, iż to wszystko jest prawdą, Anie kolejna częścią „Piratów z Karaibów”- choć napotkamy w niej takie nazwisko, jak sławetny Barbossa. Gdy już o piratach mowa, muszę przyznać, iż lektura tej pozycji zmieniła w pełni moje dotychczasowe myślenie o ich działaniu. Kto by pomyślał, że do wielu przedstawicieli tegoż zajęcia należały całe wyspy, nawet państewka?
W książce natkniemy się również na nazwiska znanych autorów książek – kto wie jakie fakty z ich życia ujawnia Brandes?
Szczerze zachęcam was do podjęcia się lektury tej książki. To nie tylko wspaniała lekcja historii średniowiecza, ale też nauka o ludzkich zachowaniach, słabościach i honorze.
17:17, avo_lusion
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31