Blog > Komentarze do wpisu

"Korsarze Chrystusa: Joaanici - władcy Morza Śródziemnego" Jorg - Dieter Brandes

Autor: Krasnoludek


„Postrach morza”

Tytuł oryginału: Korsaren Christi. Joanniter und Marteser.Die Herren des Mittelmeers
Język oryginału: niemiecki
Przekład na język polski: Monika Dobija,
Data wydania:2010 rok
Wydawnictwo: Wydawnictwo M.
ISBN: 978-431-25-50
Liczba stron:237
Średniowiecze po ukończeniu szkoły średniej jest uznawane przez uczniów za epokę niezbyt ciekawą, brutalną i pozbawioną humanizmu, jaki cechuje dajmy na to renesans. Dopiero gdy opuści się szkolne mury i w daleki pójdzie świat, a na swojej drodze napotka książki mówiące co nieco o tym pełnym tajemniczości okresie, jest się w stanie docenić jego niezwykłe zawiłości. Wiara w czarownice, diabły i smoki to tylko niektóre z aspektów epoki mroku. Prawdziwie interesujące są opowieści zapisane na kartach historii,  w kronikach i innych księgach, jakich mało było w tych czasach. Któż nie lubi słuchać bądź czytać o dzielnych, bądź też potępianych inkwizytorach, okrutnych królach czy niewinnych księżniczkach? A co gdy powstanie pozycja mówiąca o pozornie cichych joannitach, zakonnikach walczących w imię wiary, korsarzach i władcach mórz?
Wtedy nie pozostaje nam nic innego, jak ją przeczytać. „Korsarze Chrystusa: Joannici – władcy Morza Śródziemnego” Jorga – Dietera Brandesa to pasjonująca podróż między wojnami rycerskimi, przez cały okres panowania zakonu tychże braci.
Pan Brandes jest znanym w świecie publicystą, który na główny obszar zainteresowań wybrał sobie Bliski Wschód. Jest także byłym generałem i oficerem sztabowym, pracował w służbie wywiadowczej na terenie Syrii, Libanu, Jordanii oraz Arabii Saudyjskiej. Wiedze zebraną na temat joannitów postanowił opublikować w formie książki naukowej, którą czyta się jak dobrą powieść.
Zakon powstał w 1070 roku w Jerozolimie przez kupca, brata Gerarda z Amalfi. Początkowo, jego głównym celem była wolontaryjna praca na rzecz cierpiących, dlatego tez pierwotnie zwano ich szpitalnikami. W roku 1113 został zatwierdzony bullą papieską. Od tego czasu w życiu joannitów dochodziło do wielu chwalebnych i haniebnych czynów. Początkowo rósł w oczach, napawając dumą swych twórców i głównych darczyńców. Jako następca templariuszy cieszył się zasłużoną chwałą. Wielu chciało znaleźć się w nim na służbie, bądź tylko szkoleniu poprzedzającym śluby.  Wiele czynników złożyło się na to, iż początkowo wzorowi lekarze przerodzili się w rycerzy, będących postrachem islamskich szlaków, a w historii zapisali się, jako dzielni rycerze walczący za wiarę i strzegący granic chrześcijaństwa. Cypr, Rodos, Włochy w końcu Malta, to miejsca z których bracia joannici tworzyli swoje duchowe ojczyzny, czyniąc z nich warownie nie do zdobycia. Jednakże jak wiemy, gdy się polepszy, to potem na pewno też się pogorszy. Nie inaczej było i w tej sytuacji. Znany z dyscypliny i mądrości zakon zaczął podupadać gdy w jego szeregi zaczęła wkradać się gnuśność i nieporządek…
Jak z taką sytuacją poradzili sobie dzielni braciszkowie? Czy podołali czyhającym zagrożeniom? Czy przetrwali swój prywatny okres burzy? Jaki wpływ mięli na dzieje Italii, Francji czy Niemiec? W jaki sposób zasłużyli się dla historii? Jak radzili sobie na mało przystępnych wyspach?
Na te właśnie pytania odpowiada nam książka pana Brandesa. Przyznam szczerze, iż początkowa bałam się, że nie przebrnę przez jej treść. Zdarzało mi się przysypiac i ziewać naprawdę szeroko. Dopiero po trzech, czterech rozdziałach, gdy myślałam, że się poddam, nastąpił wielki bum i lektura pochłonęła mnie bez reszty.
Choć jest to książka czysto naukowa nie brak w niej plastycznych, pełnych akcji opisów, nacechowania głównych postaci historycznych, które stają się przez to bliższe oraz delikatnego przymrużenia oka, gdy mowa o sytuacjach dość komicznych, aczkolwiek niewątpliwie ważnych dla danego wątku.
Historie zawarte w tej książce sprawiają, iż nasza wyobraźnia działa na podwójnych obrotach, nie mogąc uwierzyć, iż to wszystko jest prawdą, Anie kolejna częścią „Piratów z Karaibów”- choć napotkamy w niej takie nazwisko, jak sławetny Barbossa. Gdy już o piratach mowa, muszę przyznać, iż lektura tej pozycji zmieniła w pełni moje dotychczasowe myślenie o ich działaniu. Kto by pomyślał, że do wielu przedstawicieli tegoż zajęcia należały całe wyspy, nawet państewka?
W książce natkniemy się również na nazwiska znanych autorów książek – kto wie jakie fakty z ich życia ujawnia Brandes?
Szczerze zachęcam was do podjęcia się lektury tej książki. To nie tylko wspaniała lekcja historii średniowiecza, ale też nauka o ludzkich zachowaniach, słabościach i honorze.
środa, 03 lipca 2013, avo_lusion

Polecane wpisy